|
Autor: kantellis
Tytuł: Ni pameti in strasti ko padaš z neba
Kategoria: PG-13
Gatunek: deathfic ^^
Bohaterowie: ona
Oświadczam, że bohaterka występująca w opowiadaniu oraz opisane wydarzenia są wytworem mojej wyobraźni.
Nota odautorska: jak widać niżej, ten krótki opis został zainspirowany wersem z piosenki Siddharty (genialny zespół) ^^
Tłumaczenie tytułu (ze słoweńskiego):
"Nie ma rozumu i namiętności, gdy spadasz z nieba"
(Siddharta, "Sim Hae")
Stałam na krawędzi klifu. Silny, północny wiatr rozwiewał moje długie, czarne włosy. Był zimny.
Zamknęłam oczy, rozpostarłam ręce i wsłuchiwałam się w szum fal, w ich smutną opowieść o okrutnym oceanie i okręcie pochłoniętym w głąb jego bezmiaru. Wiatr wtrącał się w tą baśń swym świstem i z każdym podmuchem przynosił nowy szczegół bajki. Razem tworzyli oni piękną choć przerażającą całość.
W momencie, gdy przeszedł mnie dreszcz od tych opowieści usłyszałam trzeci dźwięk - był to głos syren u dołu klifu. Opowiadały one tą samą historię swym przejmującym i delikatnym śpiewem.
I wtedy poczułam dotknięcie czyjejś ciepłej dłoni na moim wychłodzonym ramieniu. Spodziewałam się tego, lecz pomimo to nie mogłam powstrzymać drżenia. A więc to jednak było prawdą... przyszedł...
Poczułam jego oddech na mojej szyi, jego westchnienie współgrające z wiatrem i tak strasznie przypominające jego szum.
Jego dłonie powędrowały na moje biodra i...
Zawsze chciałam umieć latać. Było to moim pragnieniem od kiedy zobaczyłam pierwszego kruka na tym klifie. I teraz wreszcie się udało - leciałam pod wiatr ku przestworzom mojej wyobraźni. Płynęłam w powietrzu, a mój umysł podsuwał mi obrazy krain coraz bardziej oddalonych, leżących za oceanem - rozległe łąki zasypane różnobarwnymi kwiatami, czyste jeziora o kolorze turkusowym, wielokolorowe motyle, pięknie śpiewające ptaki...
Nie otwierałam oczu, aby nie zapomnieć tych widoków oraz aby nie zobaczyć tego, co nieuchronnie zbliżał się do mnie - ostrych, wysokich głazów, o które ocean rozbijał swoje złowieszcze fale. Nie podniosłam powiek nawet w momencie, gdy poczułam tępe uderzenie w żebra i brzuch.
Na chwilę zabrakło mi powietrza, nie mogłam oddychać. Później poczułam lodowate fale uderzające we mnie, obmywające mnie z wszystkich wcześniejszych trosk i zmartwień.
Ból zniknął. Pojawiła się za to nowa pieśń syren, wiatru i oceanu.
Po chwili nawet i to uleciało w przestworza czyjejś innej wyobraźni. Wraz z moim ostatnim oddechem...
Index opowiadań
|